Kamień, który wywołał lawinę

Fort Sumter od secesji Karoliny Południowej do kapitulacji (20 XII 1860 - 14 IV 1861)

 

           

[Ft.Sumter w 1861 r.]

Przypadek lub zrządzenie losu powodują nierzadko, że miejsca, o których mało kto wcześniej słyszał, stają się symbolami jakichś wydarzeń. Tak było w przypadku Lexington w 1775 roku, gdzie zaczęła się amerykańska wojna z Anglikami o niepodległość. Tak samo było  ze starą misją Alamo podczas rewolucji teksaskiej (1836) czy z hacjendą La Rosia podczas wojny amerykańsko-meksykańskiej (1846-1848).

            Miejscem takim z pewnością jest także Fort Sumter, w jego stronę bowiem padły pierwsze strzały wojny secesyjnej.

 

1.Początek sporu o forty federalne na wybrzeżu Południa

 

            Na terenie każdego ze stanów Południa, które podjęły decyzję o secesji, znajdowały się obiekty cywilne lub wojskowe, stanowiące własność rządu Stanów Zjednoczonych. Większość z nich była nie obsadzona, albo strzeżona tylko przez symboliczne warty. Kilka jednak fortów na wybrzeżu posiadało stałe, choć niezbyt silne załogi.

            Jednym z nich był Fort Moultrie, położony na piaszczystym cyplu wyspy Sullivan's Island. Strzegł on wschodniej części wejścia do portu w Charlestonie, największym mieście stanu Karolina Południowa. Załogę fortu stanowiły dwie szkieletowe kompanie(1) 1 pułku artylerii, które wraz z orkiestrą liczyły 73 ludzi. Od 15 listopada 1860 roku dowódcą tego oddziału był mjr Robert Anderson(2). Fort Moultrie nie był jedynym tego typu budynkiem federalnym na terenie Charlestonu. Po drugiej stronie zatoki portowej znajdował się nie obsadzony Fort Johnson. Bliżej miasta, na wyspie w głębi portu, wznosiła się stara fortyfikacja, nazywana Castle Pinckney. Nie posiadała ona załogi, oprócz pełniącego tam wartę jednego sierżanta. Ponadto w samym Charlestonie stał budynek arsenału, strzeżony przez kilku żołnierzy pod dowództwem kapitana.

            Największy jednak obiekt federalny wznosił się mniej więcej w połowie odległości między Fort Johnson a Fort Moultrie, niemal na samym środku wejścia do zatoki portowej. Niewielka skalista wysepka dzieliła w tym miejscu główny kanał żeglugowy na dwie mniejsze odnogi. Wzniesiony na niej Fort Sumter(3), budowę którego rozpoczęto w 1829 roku, pełnił funkcję bramy, strzegącej wejścia do portu i miasta od strony oceanu. Pięcioboczna, dwupiętrowa budowla miała 15 metrów wysokości. Jej ceglane mury, grube miejscami do 3,5 metra, miały stanowić wystarczającą osłonę dla 650-osobowej załogi, obsługującej 146 stanowisk artyleryjskich. Jesienią 1860 roku Fort Sumter nie był jednak ukończony i ani jedno ze zgromadzonych w nim 48 dział nie było gotowe do otwarcia ognia.

            Gdy 20 grudnia 1860 roku konwencja stanowa Karoliny Południowej podejmowała decyzję o secesji, jedyną załogę fortu stanowiło kilku oficerów wojsk inżynieryjnych na czele z kpt. Fosterem. Nadzorowali oni prace wykończeniowe wewnątrz koszar, prowadzone przez grupę około 300 robotników budowlanych, pochodzących z miasta Baltimore, leżącego w znanym z prosecesyjnych sympatii stanie Maryland.

            Po zwycięstwie Lincolna w wyborach prezydenckich stosunki między garnizonem strzegącym fortów a ludnością Charlestonu nie były najlepsze. Na ulicach lub w lokalach żołnierze byli zaczepiani i obrzucani obelgami. Niepowodzeniem zakończyła się także próba przetransportowania zapasów prochu i amunicji z arsenału do Fort Moultrie. Gdy wysłany przez mjr. Andersona z tym zadaniem kpt. Seymour wkroczył z niewielkim oddziałem do miasta, drogę zablokował mu wzburzony tłum zwolenników secesji i zmusił do odwrotu. Aby uniknąć dalszego wzrostu napięcia, pochodzący z Południa członkowie gabinetu prezydenta Buchanana sugerowali mu ewakuację wojsk federalnych z Charlestonu. Prezydent co prawda sugestie te odrzucił, ale 10 grudnia 1860 roku w rozmowie z kongresmenami z Karoliny Południowej obiecał nie wzmacniać załogi fortów.

            Jak się wkrótce okazało, był to poważny błąd. Niezdecydowanie prezydenta Buchanana  i jego niezdolność do zajęcia określonego i silnego stanowiska wobec żądań Południa przyspieszyły decyzję Karoliny Południowej o wystąpieniu z Unii. Co więcej, stojący na czele władz stanowych gubernator Francis W. Pickens podjął decyzję o powołaniu pod broń milicji. Dla mjr. Andersona jasne było, że następne działania secesjonistów będą miały na celu przejęcie ochranianej przez niego własności federalnej. Rozkazy, jakie na taką ewentualność otrzymał z Waszyngtonu nie były zbyt precyzyjne. Z jednej strony miał bowiem utrzymać forty koło Charlestonu, z drugiej jednak miał nie prowokować żadnych incydentów zbrojnych. Anderson postanowił zalecenia te zinterpretować po swojemu.

Fort Moultrie był pozycją niezbyt silną i przeznaczoną przede wszystkim do obrony od strony morza. "Właściwie była to bateria nadbrzeżna", której "mury miały wysokość przeciętnego pokoju"(4). Stojące w pobliżu piętrowe letnie rezydencje bogatszych mieszkańców Charlestonu mogły posłużyć ewentualnym napastnikom do swobodnego ostrzeliwania wnętrza fortu. Ponadto wyspę Sullivan's Island od reszty miasta oddzielała tylko wąska i łatwa do sforsowania cieśnina. Wszystko to czyniło obronę od strony lądu trudnym zadaniem i to nawet wówczas, gdyby fortu broniła przewidziana regulaminem 300-osobowa załoga.

W tej sytuacji sześć dni po secesji Karoliny Południowej, a jeden dzień po świętach Bożego Narodzenia, 26 grudnia 1860 roku mjr Anderson podjął decyzję o przerzuceniu swojego niewielkiego oddziału do bardziej nadającego się do obrony Fort Sumter. Nie było to jednak łatwe zadanie. Oprócz broni i amunicji żołnierze musieli nie tylko zabrać ze sobą przynajmniej część zapasów żywności, ale także zapewnić bezpieczeństwo mieszkającym w forcie rodzinom oficerów. Sytuację dodatkowo komplikował fakt, że secesjoniści z Charlestonu bacznie obserwowali poczynania żołnierzy federalnych, patrolując zatokę i okolice fortów. Również niewiadomym było, jak zachowają się pracujący w Fort Sumter robotnicy, z których większość w mniej lub bardziej otwarty sposób wyrażała sympatię dla sprawy Południa.

Tego samego dnia wieczorem żołnierze federalni opuścili Fort Moultrie. Pod osłoną pozostawionej przy działach kilkuosobowej straży tylnej oraz zapadającego zmroku zajęli stanowiska w kilku łodziach, służących do łączności i transportu zaopatrzenia pomiędzy placówkami. Ciemności umożliwiły oddziałowi skryte dotarcie do Fort Sumter i opanowanie umocnień. Zaskoczeni robotnicy, mimo że kilku z nich było uzbrojonych, nie stawiali oporu(5). Żołnierze obsadzili bramę wejściową i zatoczyli na stanowisko jedno z lekkich dział. Dwa oddane z niego wystrzały były sygnałem dla pozostających nadal na zatoce łodzi z zaopatrzeniem, a także dla grupy w Fort Moultrie, która przed wycofaniem się zagwoździła lufy dział wycelowanych w kierunku zatoki i podłożyła ogień pod ich drewniane łoża. Zanim zmieszani południowcy zdążyli zorientować się, co takiego się wydarzyło, cała załoga federalna była już razem w Fort Sumter.

Rankiem następnego dnia, 27 grudnia 1860 roku, milicja stanowa zajęła opuszczone budynki zamku Pinckney i Fort Moultrie. W ręce rebeliantów dostał się także kuter "William Aiken", służący do pobierania ceł federalnych od wpływających do portu statków. W ciągu kilku następnych dni władze stanowe oficjalnie przejęły kontrolę nad arsenałem (30 grudnia 1860) i Fort Johnson (2 stycznia 1861). Na początku stycznia 1861 roku do podobnych wydarzeń dochodziło na całym, objętym ruchem secesyjnym tzw. Dolnym Południu (Lower South). W efekcie tego pod kontrolą władz federalnych pozostały na tym obszarze, poza Fort Sumter, dwa małe forty na wyspach Florida Keys w Zatoce Meksykańskiej, a także Fort Pickens, położony na wyspie u wejścia do portu Pensacola na Florydzie.

Kryzys secesyjny zbiegł się w czasie z kryzysem gabinetowym w administracji prezydenta Buchanana. W miejsce ustępujących członków rządu pochodzących z Południa, prezydent nominował lojalnych wobec Unii członków Partii Demokratycznej. Stanowisko sekretarza stanu objął Jeremiah Black, prokuratorem generalnym mianowany został Edwin M. Stanton, zaś sekretarzem wojny, pochodzący z Kentucky unionista, Joseph Holt. Nowi członkowie gabinetu byli zdecydowani nie dopuścić do przekazania pozostałych fortów w ręce rebeliantów. Za ich namową, a także za radą swojego doradcy, a zarazem głównodowodzącego wojsk federalnych, gen. Scotta, prezydent Buchanan podjął decyzję o wysłaniu do zagrożonych placówek statków z posiłkami oraz zapasami żywności i amunicji.

Ekspedycja do Fort Sumter organizowana była w wielkim pośpiechu. Nieuzbrojony parowiec "Star of the West" wyruszył z portu w Nowym Jorku 5 stycznia 1861 roku. Na jego pokładzie znajdował się zebrany naprędce oddział 200 żołnierzy z 1, 5 i 9 pułków armii Stanów Zjednoczonych pod dowództwem por. Charlesa R. Woods'a. [Rozmiar: 37772 bajtów]Pośpiech jednak nie sprzyjał zachowaniu tajemnicy. Informacja o wyprawie przedostała się do prasy, a za jej pośrednictwem zaalarmowała oddziały milicji stanowej w Charlestonie. Te tymczasem nie próżnowały. W zajętych fortach i budynkach federalnych znajdowały się znaczne zapasy amunicji i nieco mniejsze prochu. Rebelianci przejęli także dużą ilość różnego kalibru i rodzaju armat i moździerzy. Przy ich pomocy obsadzone i uzbrojone zostały wszystkie zajęte fortyfikacje, a także wzniesiona na będącym częścią wyspy Morris Island cyplu Cummings Point nowa bateria nadbrzeżna. Jej dwa ciężkie 24-funtowe działa wycelowane były w kierunku toru wodnego, na którym rankiem 9 stycznia 1861 roku ukazał się zmierzający w stronę Fort Sumter transportowiec Unii.

Gdy ten zbliżył się na odległość skutecznego ognia, baterie rebelianckie otworzyły ogień. Pierwsze pociski były za krótkie, jakby obliczone na odstraszenie intruza. Gdy jednak parowiec nie zmieniał kursu, ogień z brzegu stał się celniejszy. Wkrótce dwa pociski upadły niebezpiecznie blisko maszynowni i rufy "Star of the West", a w końcu jeden z następnych trafił w dziób, przebijając go nieco ponad pół metra powyżej linii wodnej. Chwilę później z mostku transportowca dostrzeżono kuter "William Aiken". Wypływał on z portu kursem, mogącym odciąć jednostce federalnej odwrót. Ponieważ "Star of the West" nie był uzbrojony, ani nie posiadał asysty innych okrętów wojennych, por. Woods zdecydował się przerwać misję i zawrócić do Nowego Jorku. W trakcie ostrzału szczęśliwie nikt z załogi oraz spośród zaokrętowanych żołnierzy nie doznał obrażeń.

            Incydent ten mógł stać się początkiem wojny domowej. Jednak działa Fort Sumter milczały. Przez niedopatrzenie Departamentu Wojny najbardziej zainteresowany - mjr Anderson - o charakterze wyprawy nie został poinformowany(6). Kiedy zaś zakończyła się ona fiaskiem, prezydent Buchanan, który nie chciał prowokować innych obszarów Południa do secesji, zabronił prowadzenia jakichkolwiek agresywnych działań przeciw blokadzie fortu. Zresztą, również pozostałe stany południowe użyły swoich wpływów w Karolinie Południowej, aby powstrzymać jej władze przed wywoływaniem konfliktu, dopóki nie zostanie zakończony proces organizowania się Konfederacji. Gdy mjr Anderson odrzucił 11 stycznia 1861 roku wezwanie do poddania fortu, obie strony postanowiły, nieformalnie i tymczasowo przynajmniej, utrzymać status quo.

 

2.   Blokada Fort Sumter

           

            Początkowo podstawę sił zbrojnych Karoliny Południowej stanowiło dziesięć pułków milicji, sformowanych na podstawie ustawy stanowej z 17 grudnia 1860 roku. Zorganizowane zostały one w cztery brygady pod łącznym dowództwem M.L. Bonhama, mianowanego przez gubernatora na stopień generała milicji. Kolejny akt legislatury stanowej z 28 stycznia 1861 roku przewidywał utworzenie dodatkowo wojsk regularnych w sile batalionu artylerii i pułku piechoty. Oba te oddziały, wraz z 4 Brygadą milicji zajmowały następnie stanowiska blokujące dostęp do Fort Sumter. W lutym 1861 roku wszystkie oddziały stanowe weszły w skład nowo powstałej armii Konfederacji(7).

            27 lutego 1861 roku konfederacki prezydent Jefferson Davis podpisał pierwszą na tym urzędzie nominację na stopień generała brygady armii Konfederacji (C.S.A. - Confederated States Army). Otrzymał ją pochodzący z Luizjany 43-letni ambitny oficer saperów, Pierre Gustave Toutant Beauregard. Drugi w swojej klasie w West Point, był weteranem wojny z Meksykiem, gdzie pełnił funkcję adiutanta w sztabie gen. Scotta i był dwukrotnie ranny. W okresie przedwojennym pełnił służbę jako inżynier, pracując nad regulacją doliny rzeki Missisipi. Dosłużywszy się stopnia kapitana, 23 stycznia 1861 roku został przyjęty na stanowisko komendanta szkoły wojskowej w West Point. Zaledwie 5 dni później, ze względu na pochodzenie z Południa, odwołano go z tej funkcji. W tej sytuacji 20 lutego 1861 roku oficjalnie zrezygnował ze służby w armii Stanów Zjednoczonych(8) i wstąpił do wojsk konfederackich, stając się wkrótce jednym z najbardziej znanych generałów w ich szeregach(9).

            3 marca 1861 roku gen. Beauregard przybył do Charlestonu, gdzie z polecenia prezydenta Davisa trzy dni później oficjalnie objął dowództwo sił konfederackich i stanowych, zgromadzonych wokół Fort Sumter. Nominacja ta nie była przypadkowa. W razie kapitulacji załogi fortu, dla prestiżu władz Konfederacji ważne było przyjęcie jej przez ich przedstawiciela. Natomiast w przypadku oblężenia wielce przydatne byłyby saperskie i inżynieryjne wykształcenie i doświadczenie gen. Beauregarda. Ważny był także jeszcze jeden czynnik, a mianowicie fakt, że znał on osobiście mjr. Andersona z czasów, gdy ten był jego wykładowcą w West Point.

            Na początku marca większość dział konfederackich skoncentrowana była w Fort Moultrie i na cyplu Cummings Point. Gen. Beauregard postanowił rozmieścić je tak, aby utworzyły pierścień wokół Fort Sumter. W razie walki zmuszałoby to artylerię federalną do rozpraszania swojego ognia. W tym celu konfederaci wznieśli dodatkowe baterie na wyspach Sullivan's Island, Morris Island i James Island. Aby dodatkowo zabezpieczyć te pozycje, umocnienia ziemne osłaniano palisadami z grubych drewnianych belek, okładano workami z piaskiem, a na Cummings Point użyto nawet specjalnie w tym celu wykonanej konstrukcji ze stalowych szyn kolejowych. Podobne prace trwały także w już istniejących fortyfikacjach Fort Moultrie i Fort Johnson. Swoistą nowinką była natomiast pływająca bateria opancerzona, złożona z 4 dział umieszczonych na solidnej drewnianej tratwie. Zakotwiczona była ona przy zachodnim końcu wyspy Sullivan's Island. Niedaleko na północ od niej znajdowała się inna artyleryjska ciekawostka - dwudziałowa bateria zamaskowana wewnątrz jednego z budynków na półwyspie Mount Pleasant.

Konfederacka pomysłowość i zdolność do improwizacji nie zmieniały wszakże faktu, że większość z rozmieszczonych wokół Fort Sumter dział i moździerzy była przestarzała. Pozycje, jakie zajmowały, usytuowane były na granicy ich skutecznego zasięgu. Wobec grubych murów fortu nie dawało to gwarancji jego zniszczenia. Sytuację niewiele tylko poprawiło przybycie na początku kwietnia sprowadzonego z Anglii nowoczesnego działa systemu Whitwortha o gwintowanej lufie. Skuteczność tej broni ograniczał jednak niewielki wagomiar jej pocisków (12 funtów, podczas gdy wśród starych dział gładkolufowych dominowały 24- i 32-funtówki), a także mały zapas dostarczonej amunicji. W sumie jednak w kierunku pozycji federalnych wycelowanych było 57 luf, co znacznie przewyższało siłę ognia obrońców.

Załoga Fort Sumter również zajęta była umacnianiem swoich pozycji i przygotowywaniem ich do obrony. Ponieważ żołnierzy federalnych było zbyt mało, aby mogli obsadzić wszystkie stanowiska artyleryjskie, większość ambrazur i otworów strzelniczych zamurowano cegłami. W taki sam sposób zabezpieczona została brama wejściowa. Z powodu obaw, że ewentualny ostrzał z leżącej naprzeciw niej wyspy Morris Island może uczynić w tym miejscu wyłom w obronie, zbudowany został w niej ceglany mur znacznej grubości. Za wąskim przejściem, które w nim pozostawiono, umieszczona została ośmiocalowa haubica, załadowana podwójnym ładunkiem kartaczy. Z placu wewnątrz fortu usunięta została natomiast nawierzchnia z kostki brukowej w celu uniknięcia w czasie ostrzału ran lub kontuzji spowodowanych jej odłamkami.

Najcięższym uzbrojeniem w forcie były trzy potężne działa typu Columbiada o krótkiej lufie, kalibrze 10 cali i masie prawie 7 ton każde. Poza nimi obrońcy dysponowali nieco mniejszymi działami tego typu o kalibrze 8 cali, a także znaczną ilością różnego rodzaju armat 24-, 32- i 42-funtowych.[Rozmiar: 62104 bajtów] Uzbrojenie to uzupełniało także kilka haubic. W magazynach znajdowały się znaczne ilości kul armatnich i pocisków. Spory był również zapas prochu. Ponieważ w lufach dział umieszczany był on zapakowany w płócienne worki, których było zbyt mało w stosunku do potrzeb, kanonierzy uszyli je poświęcając własne zapasowe koszule, a także "pół tuzina par wełnianych skarpet, należących do majora Andersona"(10). Gorzej natomiast przedstawiał się problem ograniczonej liczby zapalników, których niestety nie było czym zastąpić.

Pierwsze tygodnie blokady upłynęły załodze na ustawianiu dział na stanowiskach. Przy pomocy lin, bloków i sporego wysiłku mięśni do kazamat na dolnym poziomie wtoczone zostały 32- i 42-funtowe armaty. Znacznie więcej pracy kosztowało wciągnięcie dwu wielkich Columbiad do górnej części umocnień. Choć te stanowiska, znajdujące się na wysokości prawie 15 metrów, nie były jeszcze ukończone i nie zapewniały należytej osłony przed spodziewanym ostrzałem, to ciężkie działa obrońców były z nich w stanie razić wszystkie widoczne pozycje przeciwnika. Pozostałe Columbiady stanęły na specjalnych platformach na placu wewnątrz fortu. Pełniąc funkcję moździerzy, z lufami nachylonymi pod kątem co najmniej 45 stopni, służyć miały do ostrzału najbliższej okolicy.

Nie było to jedyne zabezpieczenie przygotowane na wypadek szturmu milicji stanowej i wojsk konfederackich. Najdogodniejszym miejscem do lądowania było nabrzeże, znajdujące się naprzeciw głównego wejścia do fortu. U jego podstawy zainstalowane zostały więc beczki wypełnione prochem. W razie konieczności miały one być zdetonowane za pomocą ścieżek prochowych, odpalanych z wnętrza fortyfikacji. Podobne ładunki zakopane zostały pomiędzy nabrzeżem a bramą, z tym, że szkody wywołane eksplozją spotęgować miały usypane nad nimi sterty kamieni. Do bezpośredniej obrony, oprócz broni ręcznej, przygotowana została również znaczna liczba ręcznych granatów(11).

Otoczony garnizon Fort Sumter nie był całkowicie odcięty od świata, gdyż południowcy przepuszczali do niego pocztę (oczywiście po uprzednim jej przejrzeniu), pozwalali także na zaopatrywanie się w dostarczane z miasta świeże warzywa i wołowinę. Zapasy mąki i ryżu powinny były wystarczyć do połowy kwietnia, nieco większe były też ilości przechowywanej w beczkach solonej wieprzowiny. Znacznie szybciej skończyły się za to artykuły o bardziej luksusowym charakterze. Dzięki kurtuazji konfederackich parlamentariuszy oficerowie z załogi fortu mogli co prawda czasami liczyć na podarunki w postaci cygar czy butelki likieru. Takich udogodnień pozbawieni byli jednak szeregowi żołnierze. W efekcie amatorzy tytoniu nadrabiali jego brak żuciem skręconego sznurka, "co wszakże powodowało jedno z najgłośniejszych narzekań, jakie kiedykolwiek słyszano"(12).

Wraz z przeciąganiem się blokady zapasy żywności kurczyły się coraz bardziej. Na początku marca skłoniło to mjr. Andersona do wysłania alarmującego meldunku w tej sprawie do Departamentu Wojny w Waszyngtonie. Stamtąd, potraktowany jako dokument o wielkiej wadze, trafił on do Białego Domu na biurko najważniejszej osoby w państwie.

 

3.Organizacja drugiej ekspedycji z zaopatrzeniem i reakcja władz Konfederacji

 

5 marca 1861 roku był pierwszym dniem pracy szesnastego urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Abrahama Lincolna. Dostarczony mu rankiem raport mjr. Andersona stwierdzał, że posiadane przez załogę zapasy żywności wystarczą najwyżej na najbliższe sześć tygodni. Tyle czasu miała więc administracja nowego prezydenta, aby znaleźć jakieś rozwiązanie tej sprawy.

W grę wchodziło kilka ewentualności. Rząd federalny mógł ewakuować załogę i oddać Fort Sumter w ręce władz stanowych. Prezydent Lincoln był jednak takiej alternatywie przeciwny. W ciągu poprzednich kilku miesięcy forty posiadane na wybrzeżu Południa stały się bowiem symbolem praw Unii do zwierzchnictwa nad tym obszarem. Wycofanie się teraz z nich zostałoby odczytane jako kapitulacja władz federalnych i de facto uznanie istnienia niepodległego państwa - Konfederacji. Wiele wskazywało zresztą na to, że taki krok mógłby spowodować groźne konsekwencje.

Po pierwsze, za przykładem siedmiu stanów Południa, które wystąpiły z Unii mogły podążyć następne. Choć w większości z nich - w Delaware, Wirginii, Kentucky, Missouri i Arkansas - legislatury stanowe zdominowane były po wyborach z 1860 roku przez zwolenników zachowania jedności kraju, to wśród ludności silne były nastroje prosecesjonistyczne. W pozostałych zresztą stanach Górnego Południa (tzw. Upper South) - w Tennessee i Marylandzie - zwolennicy secesji mieli tak znaczne wpływy, że podjęcie przez nich próby przyłączenia tych ziem do Konfederacji wydawało się być tylko kwestią czasu.

Drugi równie poważny problem stanowiła sprawa jedności samej Północy. Lincoln był przedstawicielem Partii Republikańskiej. Do rozwiązania zaistniałego kryzysu musiał jednak mieć poparcie wszystkich sił politycznych, w tym także zwalczających go demokratów czy sceptycznie do niego nastawionych członków innych mniejszych ugrupowań. Sytuacja tymczasem nie wyglądała najlepiej. Dość często spotykane były opinie, że Stanom Zjednoczonym grozi nieuchronny rozpad na kilka mniejszych republik, czy, że bliskie jest oderwanie się całego Zachodniego Wybrzeża z Kalifornią i Oregonem. W Nowym Jorku doszło zaś nawet do tego, że zdominowana przez demokratów rada miejska na czele z burmistrzem Fernando Woodem, obawiając się zerwania dochodowych kontaktów handlowych z Południem, zajęła się obradowaniem na temat ewentualnego stworzenia  neutralnego wolnego miasta. Taki był też podtekst artykułu Horacego Greeleya, wydawcy "New York Tribune", nawołującego na łamach swojej gazety: "pozwólmy zbłąkanym siostrom odejść!"(13). Co więcej, nawet wśród abolicjonistów, choć z innych względów, zdarzały się głosy popierające secesję Południa. Jeden z liderów czarnej społeczności Północy, Frederick Douglass, stwierdzał wprost, że "jeżeli Unia może być utrzymana jedynie przez nowe ustępstwa wobec posiadaczy niewolników, (...) to lepiej niech taka Unia zginie"(14).

Ta tragiczna wizja mogła stać się faktem, jeżeli rząd zdecydowałby się na utrzymanie Fort Sumter przy użyciu siły. Takie rozwiązanie odradzał jednak prezydentowi najstarszy stopniem przedstawiciel armii, gen. Scott. Jego zdaniem niemożliwe było dostarczenie zaopatrzenia i posiłków do Charlestonu bez pomocy silnej floty i użycia co najmniej 25 tysięcy żołnierzy. Zorganizowanie takiej ekspedycji wymagałoby ponadto kilku miesięcy czasu.

Gen. Scott czternaście lat wcześniej stał na czele armii, która przeprowadziła podobną operację podczas wojny z Meksykiem(15). Z tego powodu uchodził za eksperta od spraw militarnych i jego opinia miała znaczny wpływ na przebieg narady, jaką prezydent Lincoln przeprowadził z członkami swojego gabinetu 15 marca. Z siedmiu obecnych na niej kierowników Departamentów lub instytucji federalnych, tylko dwóch - sekretarz skarbu Salmon P. Chase i sekretarz poczty Montgomery Blair - opowiedziało się za utrzymaniem fortu. Ewakuację doradzało pięciu pozostałych, a wśród nich sekretarz stanu William H. Seward. Ten ambitny polityk z Nowego Jorku, który rywalizował i przegrał z Lincolnem walkę o nominację podczas konwencji Partii Republikańskiej przed wyborami prezydenckimi w 1860 roku, prowadził podwójną grę. Liczył mianowicie, że będzie mógł kierować pracami gabinetu, pełniąc rolę nieformalnego premiera. Realizując ten zamiar posunął się bardzo daleko. Bez wiedzy i zgody prezydenta nawiązał kontakt z wysłannikami Konfederacji, którym obiecał rychłe opuszczenie Fort Sumter przez garnizon. Zdaniem Sewarda, ten akt dobrej woli rządu mógł spowodować powrót zbuntowanych stanów do Unii. W efekcie jego zakulisowych starań, jedyną konkretną decyzją, jaką gabinet podjął tego dnia, było skierowanie ekspedycji z dodatkowym zaopatrzeniem i posiłkami do Fort Pickens na Florydzie. Odpowiedzialnością za wykonanie tej misji obarczeni zostali sekretarz marynarki Gideon Welles i sekretarz wojny Simon Cameron.

Ponieważ narada nie rozstrzygnęła sprawy pomocy załodze Fort Sumter, najsilniej domagający się zdecydowanych działań Blair postanowił zainteresować Lincolna osobą swojego zięcia, Gustavusa V. Foxa. Aktualnie był on przedsiębiorcą z Massachusetts, jednak kilka lat wcześniej pełnił służbę jako porucznik w marynarce wojennej Stanów Zjednoczonych. Fox przedstawił prezydentowi śmiały plan wzmocnienia załogi fortu, polegający na wysłaniu eskortowanego przez okręty wojenne transportowca z wojskiem w rejon wejścia do portu w Charlestonie. Tam żołnierze oddziału desantowego przesiedliby się do małych łodzi i barek, aby pod osłoną nocy skrycie wzmocnić otoczoną załogę. W razie wykrycia operacji, okręty wojenne udzieliłyby im wsparcia ogniem swojej artylerii. Plan był ryzykowny, ale mógł się powieść. Poza tym dodatkowym jego atutem była możliwość szybkiej jego realizacji.

Była to zaś sprawa coraz bardziej paląca. Wieści o wynikach zakulisowych negocjacji z wysłannikami Konfederacji za sprawą Sewarda przedostały się do prasy. Ponieważ dziennikarze nie znali ich istoty, potraktowali je jako nieoficjalne stanowisko całego rządu. W konsekwencji tego prezydent Lincoln znalazł się nagle w ogniu silnej krytyki. Dla północnej opinii publicznej oddanie fortu było bowiem równoznaczne z poddaniem się Unii. Listy, jakie w tej sprawie trafiały do prezydenta od obywateli wyrażały to jasno. Zaczynając od zdania: "Utrzymajcie Fort Sumter za wszelką cenę!"(16), kończyły się na stwierdzeniu: "Jeśli Fort Sumter zostanie poddany, nowy rząd będzie na zawsze skończony"(17).

Przesilenie nastąpiło 28 marca. Tego dnia do Lincolna trafiło memorandum podpisane przez gen. Scotta, sugerujące ewakuację nie tylko Fort Sumter, ale także Fort Pickens. Prawdopodobnie wpływ na powstanie tego dokumentu miał również Seward, gdyż zawierał on poglądy wcześniej przez niego wyrażane(18). Prezydent niezwłocznie zwołał posiedzenie gabinetowe. Jego skład nie różnił się wiele od tego z 15 marca, zabrakło jedynie nieobecnego w Waszyngtonie sekretarza wojny Camerona.

Tym razem jednak, po lekturze memorandum gen. Scotta i krótkiej dyskusji, czterech z sześciu członków rządu opowiedziało się za wysłaniem ekspedycji do Fort Sumter. Jako podstawę działań przyjęto plan zaproponowany przez Foxa. Jego samego awansowano z miejsca do stopnia kpt. mar., powierzono kierownictwo całej operacji i zobowiązano do utrzymania podjętych przygotowań w tajemnicy(19). Prezydent zastrzegał sobie ponadto prawo do decyzji, kiedy zgromadzona flotylla ma wyruszyć. Przeciwko powyższym ustaleniom głosowali jedynie sekretarz do spraw interioru Caleb Smith i, nadal liczący na szansę prowadzenia własnej polityki, Seward.

Z inicjatywy tego ostatniego do planu Foxa wprowadzone zostały pewne korekty. W ich efekcie ekspedycja do Fort Sumter pozbawiona została swojego najsilniejszego okrętu - uzbrojony w 11 dział eskortowiec USS "Powhatan" popłynął do Fort Pickens na Florydzie(20). Nie był to jednak jeszcze koniec "wyczynów" Sewarda. List, który przesłał prezydentowi 1 kwietnia, zawierał fantastyczny zgoła plan poddania fortów, a następnie sprowokowania wojny z Hiszpanią lub Francją(21). Następstwem tego wszystkiego miało być ponowne zjednoczenie kraju przeciw zewnętrznemu wrogowi.

Jedyne jednak, co Seward osiągnął, to zdumienie Lincolna, który zapewne nie wiedział początkowo, czy propozycję tę potraktować poważnie, czy po prostu uznać za niezbyt mądry żart primaaprilsowy, czy też za niedopuszczalną próbę ingerencji w kompetencje głowy państwa. W końcu w chłodnej odpowiedzi prezydent w ogóle nie wspomniał o międzynarodowych pomysłach swojego sekretarza stanu, a tylko raz jeszcze powtórzył mu swoje stanowisko. Seward, świadomy tego, że dalszy upór może doprowadzić do jego dymisji, nigdy więcej do sprawy nie wrócił(22).

Od wysłania ekspedycji do fortów na Południu nie odwiodło także Lincolna spotkanie z delegacją zwolenników Unii z Wirginii. Ich oferta, przedstawiona prezydentowi 4 kwietnia, przewidywała odstąpienie przez konwencję stanową od rozpatrzenia sprawy ewentualnej secesji. Ceną za to miała być ewakuacja Fort Sumter. Dla Lincolna, który od dnia swojego zaprzysiężenia mówił o "odzyskaniu i utrzymaniu (...) własności i miejsc należących do rządu"(23), było to nie do zaakceptowania. Spotkanie to uświadomiło mu jednak, że atak federalny na baterie konfederackie wokół Charlestonu może mieć większy wpływ na decyzję o secesji stanów pogranicza, niż dotąd sądził. Ponadto, jak się obawiał, cały kraj może obarczyć go winą za użycie siły i spowodowanie wybuchu wojny.

Aby tego uniknąć Lincoln po raz kolejny zmienił plan. Zamiast przebijania się do fortu, ekspedycja powinna spróbować, podobnie jak "Star of the West" w styczniu, jedynie dostarczyć zaopatrzenie. Okręty wojenne pozostałyby na otwartym morzu i, jeżeli baterie na brzegu nie otworzyłyby ognia, miały nie interweniować. Jeżeli zaś konfederaci ostrzelaliby statek transportowy, to na nich spadłaby wina za rozpoczęcie konfliktu. To zaś niemal na pewno spowodować powinno zjednoczenie Północy, a być może także zachowałoby Południe podzielone. 6 kwietnia stosowny telegram wysłany został do Nowego Jorku, gdzie w porcie czekały okręty i statki kpt. mar. Foxa.

8 kwietnia, dwa dni po tym, jak flota federalna wyruszyła z odsieczą dla załogi Fort Sumter, do Charlestonu przybył specjalny emisariusz rządu Stanów Zjednoczonych. Poinformował on gubernatora Pickensa o charakterze zmierzającej ku miastu ekspedycji. Władze stanowe Karoliny Południowej bezzwłocznie przekazały te wiadomości rządowi Konfederacji.

Prezydent Jefferson Davis w Montgomery miał w związku ze sprawą fortów nie mniej kłopotów i wątpliwości, niż Lincoln w Waszyngtonie. W stanach, które dokonały secesji istniały obszary o silnych sympatiach prounijnych. Miało to swoje odbicie podczas styczniowych i lutowych konwencji stanowych, gdy w niektórych przypadkach nawet 1/3 uczestników głosowała przeciw secesji. Ponieważ Konfederacja była związkiem dobrowolnym i jeszcze dość luźnym, jej rząd w praktyce niewiele mógł zrobić, gdyby któryś ze stanów zechciał powrócić do Unii. Zbrojne zajęcie Fort Sumter, jak przekonywali co bardziej zapalczywi i radykalni secesjoniści, nie pozostawiałoby już wyboru osobom umiarkowanym, zmuszając je do poparcia rebelii. Liczyli oni przy tym na coś jeszcze - na dołączenie do Konfederacji pozostałych stanów Południa.

"Południowe stany pograniczne nigdy do nas nie dołączą, dopóki nie pokażemy naszej własnej siły do wyzwolenia się, dopóki nie udowodnimy, że garnizon siedemdziesięciu ludzi nie może zamykać bramy dla naszego handlu"(24) stwierdzał ukazujący się w Południowej Karolinie dziennik "Charleston Mercury". Do głosu tego dołączali się pochodzący z Wirginii zwolennicy secesji. Jeden z nich, Edmund Ruffin, który w 1859 roku był świadkiem egzekucji Johna Browna, a teraz podróżował między Richmond a Charlestonem, uważał wprost, że "rozlew krwi spowoduje zmianę postaw wielu mieszkańców w wahających się stanach z uległości lub zwlekania na zapał do natychmiastowej secesji"(25).

Niektórych członków władz Konfederacji perspektywa użycia przemocy wobec załogi Fort Sumter zbytnio nie martwiła. Wobec dotychczasowej postawy rządu federalnego nie wierzyli w możliwość wybuchu wojny i uważali, że "naparstek wystarczy, by przechować całą krew, jaka zostanie z tego powodu przelana"(26). Davis jednak, jako weteran wojny meksykańskiej i doświadczony polityk, nie podzielał tego optymizmu. Wiedział, że pierwsze strzały w Charlestonie będą również pierwszymi w wojnie domowej. Brak jednak efektów dotychczasowych prób negocjacji z władzami w Waszyngtonie, które nie wkroczyły nawet na etap oficjalnych stosunków, rosnące zniecierpliwienie na Dolnym, ale także poparcie na Górnym Południu - wszystko to sprawiało, że prezydent Konfederacji skłonny był podjąć ryzyko zaatakowania Fort Sumter.

Davis miał oczywiście więcej możliwości. Mógł przepuścić zaopatrzenie dla fortu. Ten jednak wówczas mógłby trzymać się przez długie miesiące, a poza tym nadwątliłoby to autorytet rządu Konfederacji w oczach południowców. Mógł też rozkazać, aby baterie wokół fortu nie wpuściły do portu federalnego transportowca, tak samo, jak uczyniły to w styczniu. Jedno i drugie wyjście oznaczałoby wszakże oddanie inicjatywy władzom Unii, a Davis nie chciał uchodzić za ostrożnego kunktatora. Jak sam powiedział tuż po objęciu urzędu, "czas kompromisu minął (....) Południe jest zdecydowane utrzymać swoją pozycję i pokazać wszystkim, którzy się temu sprzeciwią, jak pachnie południowy proch i jak smakuje południowa stal"(27). Zebrany 9 kwietnia na nadzwyczajnym posiedzeniu rząd Konfederacji opowiedział się jednogłośnie za zmuszeniem Fort Sumter do poddania się, zanim nadpłyną posiłki z Północy.

 

 

4.Atak konfederacki na Fort Sumter i jego kapitulacja

 

Już 8 kwietnia garnizon Fort Sumter pozbawiony został możliwości odbierania poczty i uzupełniania skromnych zapasów żywności. Całkowicie teraz odcięci od świata żołnierze federalni mogli tylko przypuszczać, że ich położenie niebawem dramatycznie się zmieni. Tymczasem 10 kwietnia konfederacki sekretarz wojny Leroy P. Walker wysłał do dowodzącego w Charlestonie gen. Beauregarda telegram z rozkazem zażądania ewakuacji Fort Sumter. W razie, gdyby mjr Anderson odmówił, pozycje federalne powinny zostać jak najszybciej zaatakowane i zdobyte.

Choć władze w Montgomery nalegały na pośpiech, gen. Beauregard nie chciał rozpoczynać działań przed zakończeniem przygotowań. Głównym problemem, jaki mu pozostał były zapasy prochu, wystarczające zaledwie na kilka godzin intensywnego bombardowania. Gdy jednak oczekiwany transport przybył we wczesnych godzinach rannych 11 kwietnia i został rozdysponowany pomiędzy baterie, dowódca konfederacki uznał, że może przystąpić do realizacji powierzonego mu zadania.

Około 14.00, 11 kwietnia, trzech wysłanników gen. Beauregarda - płk James R. Chesnut, kpt. Stephen D. Lee i por. A.R. Chisolm - wyruszyło do Fort Sumter z pisemnym wezwaniem do kapitulacji. O 15.45 dotarli na miejsce, gdzie przekazali mjr. Andersonowi jej warunki. Przewidywały one zapewnienie załodze transportu do dowolnego portu na terenie Stanów Zjednoczonych, prawo do zabrania broni osobistej i własności prywatnej, a także zachowanie wszelkich zasad ceremoniału wojskowego, przepisanych na taką okoliczność(28). Po 45-minutowej naradzie ze swoimi oficerami, mjr Anderson odmówił poddania fortu. Odprowadzając parlamentariuszy na nabrzeże wspomniał jednak, że brak żywności zmusi go do kapitulacji w ciągu kilku dni. Zaskoczeni oficerowie konfederaccy, nie znając sytuacji zaopatrzeniowej w forcie i nie wiedząc, na ile jest to prawda, a na ile może to być gra na zwłokę, przekazali tę informację gen. Beauregardowi. Spowodowało to kolejną wymianę depesz pomiędzy Charlestonem a Montgomery. W niejasnej dyrektywie sekretarz Walker informował Beauregarda, że jest on co prawda "upoważniony (...) do uniknięcia rozlewu krwi", ale w wypadku gdy przedstawione już "warunki, albo podobne możliwe do zaakceptowania, zostaną odrzucone"(29), ma użyć siły.

Późnym wieczorem 11 kwietnia wysłannicy ponownie wyruszyli do Fort Sumter. Krótko po północy, już 12 kwietnia, zostali przyjęci przez jego dowódcę. Tym razem zwlekał on jednak z odpowiedzią przez ponad trzy godziny. W końcu, wyraźnie wstrząśnięty ciążącą na nim odpowiedzialnością, zgodził się na ewakuację, ale nie natychmiast, ale dopiero 15 kwietnia. Co więcej, zastrzegał sobie prawo do wycofania się z tych zobowiązań w razie jakiejś znaczącej zmiany położenia. Po 5 minutach narady, wyposażeni w odpowiednie kompetencje oficerowie konfederaccy orzekli, że przedstawione im warunki są niewystarczające. W podziemiach fortu, w obecności mjr. Andersona i kilku innych jego podwładnych, sporządzili w pośpiechu i odręcznie napisaną notę następującej treści:

 

"Fort Sumter, Południowa Karolina,

12 kwietnia 1861 roku, godzina 3.20.

 

Sir: Z rozkazu gen. bryg. Beauregarda, dowódcy Tymczasowych Sił Skonfederowanych Stanów, mamy zaszczyt powiadomienia pana, że nasze baterie otworzą ogień na Fort Sumter za godzinę od tej chwili.

Z wyrazami szacunku, pańscy uniżeni słudzy,

                                                   James Chesnut Jr., adiutant,

Stephen D. Lee, kpt. C.S.A., adiutant."(30)

 

Zaraz po tym parlamentariusze opuścili fort, a wioząca ich łódź skierowała się w stronę Fort Johnson. Po przybiciu do brzegu rozkaz otwarcia ognia przekazany został znajdującej się w tym miejscu baterii artylerii, którą dowodził kpt. George S. James. O 4.30 rano, 12 kwietnia 1861 roku, dziesięciocalowy moździerz wystrzelił pierwszy pocisk(31). Nie był on celny i przeleciał ponad fortem, stał się jednak sygnałem do otwarcia ognia przez pozostałe baterie. Po piętnastu minutach wszystkie konfederackie działa i moździerze przyłączyły się do ostrzału.

Obrońcy Fort Sumter początkowo nie odpowiadali. Ponieważ było jeszcze dość ciemno, a widoczność dodatkowo pogarszały padająca niewielka mżawka i zachmurzone niebo, mjr Anderson wydał załodze rozkaz pozostania w kwaterach i spożycia śniadania. Dopiero około godziny 7.30, gdy nieco się przejaśniło, działa fortu również włączyły się do kanonady. Żołnierze podzieleni zostali na dwie zmiany, na przemian przez cztery godziny obsługujące działa lub odpoczywające. Aby nie narażać swoich kanonierów na straty, mjr Anderson zabronił używania ciężkich dział, ustawionych na odsłoniętych górnych kondygnacjach. W tej sytuacji strzelały jedynie armaty lżejszych wagomiarów z niżej położonych kazamat. Ogień, prowadzony z Fort Sumter, nie był jednak w efekcie tego zbyt silny i[Rozmiar: 9765 bajtów] nie był w stanie ani zadać strat, ani tym bardziej zmusić do milczenia żadnej konfederackiej baterii. Z drugiej strony, grube mury umocnień skutecznie chroniły obrońców. Choć pierwszego dnia na fort spadło około 2,5 tys. pocisków, zniszczenia były niewielkie. Padający deszcz dodatkowo zapobiegał też groźbie wybuchu pożaru. Wieczorem zresztą ostrzał znacznie osłabł. W ciągu nocy z 12 na 13 kwietnia baterie konfederackie jedynie co kilkanaście minut nękały załogę pojedynczymi pociskami.

W tym samym czasie w pobliże Charlestonu dotarły płynące z odsieczą okręty ekspedycji kpt. mar. Foxa. Pod jego rozkazami znajdowały się jednak tylko nieuzbrojony parowiec "Baltic", wiozący zaopatrzenie, a także stanowiące dlań eskortę dwa okręty wojenne - USS "Pawnee" i USS "Harriet Lane"". Oprócz USS "Powhatan", przydzielonego do ekspedycji do Fort Pickens, brakowało również niewielkiego eskortowca USS "Pocahontas"(32). Na domiar złego, w nocy nad wybrzeżem Karoliny Południowej  rozszalała się gwałtowna wichura. Silny wiatr, wysokie fale i rzęsisty deszcz wykluczały przeprowadzenie w takich warunkach planowanej operacji desantowej.

Dopiero nad ranem pogoda poprawiła się, przestało padać i niebo się przejaśniło. Pomimo tego kpt. mar. Fox nie zdecydował się przedzierać w stronę Fort Sumter. Wpływ na jego decyzję miał przede wszystkim widok celu jego wyprawy, ostrzeliwanego ze wszystkich stron przez baterie rebelianckie. Ich działa, począwszy od świtu, z każdą minutą wzmagały ogień. Około 7.30 spowodowało to na terenie koszar w Fort Sumter wybuch pierwszych pożarów. Początkowo załoga radziła sobie z ich opanowaniem, wkrótce jednak sytuacja wymknęła się spod kontroli. Ogień zaczął rozprzestrzeniać się, około 9.00 zagrażając magazynowi amunicji. Walczący z płomieniami kanonierzy, pomimo trwającego ostrzału, wynieśli z niego tyle pocisków, ile zdołali. Potem wszakże, w celu zapobieżenia eksplozji, konieczne stało się zamknięcie ciężkich drzwi metalowych drzwi do niego prowadzących. W efekcie odbiło się to na natężeniu ognia obrońców, którym celowanie dodatkowo utrudniały spowijające fort kłęby dymu.

Pożar szalejący wewnątrz Fort Sumter był doskonale widoczny z lądu. Gdy około 13.30 spadające na fort pociski spowodowały przewrócenie się masztu flagowego, obserwujący tę scenę gen. Beauregard zdecydował się wysłać do mjr. Andersona trzech posłańców z propozycją pomocy w gaszeniu ognia. Ten pełen galanterii rycerski gest nie był niczym niezwykłym w początkowym okresie wojny(33). Gdy wysłannicy zbliżyli się do pozycji federalnych zobaczyli, że maszt flagowy ponownie stoi na swoim miejscu i powiewa na nim flaga Stanów Zjednoczonych. Ponieważ otrzymane instrukcje nakazywały im w takim wypadku powrót na brzeg, zawrócili. Nie odpłynęli jednak zbyt daleko, gdy ku ich zaskoczeniu, flagę federalną opuszczono. Na jej miejsce wciągnięta została biała flaga, sygnalizująca kapitulację.

Całe to zamieszanie wywołane zostało przez jednego człowieka - byłego senatora z Teksasu, Louisa T. Wigfalla. Przybywszy do Charlestonu po secesji swojego stanu, poprosił gen. Beauregarda o funkcję adiutanta w jego sztabie. Gdy rozpoczęło się ostrzeliwanie Fort Sumter, Wigfall opuścił to stanowisko i oddalił się w kierunku pozycji baterii konfederackich. Z tego miejsca, a więc niejako z centrum wydarzeń, widział pożar wewnątrz fortu i upadek masztu. Podekscytowany, przekonał dowodzącego na wyspie Morris Island gen. bryg. Jamesa Simonsa o konieczności skontaktowania się z obrońcami i przekonania ich do kapitulacji. Krótko przed tym, jak gen. Beauregard wysłał swoich przedstawicieli, Wigfall popłynął niewielką łodzią w stronę Fort Sumter. Trzymając w ręku w nieco teatralnym geście szpadę z przymocowaną do niej białą rękawiczką, wylądował na wyspie. Przez nikogo nie zauważony, próbował wspiąć się do jednego z otworów strzelniczych. Tutaj jego eskapada o mało co nie dobiegła końca. Federalny celowniczy, mający odpalić znajdujące się po drugiej stronie działo, w ostatniej wszakże chwili spostrzegł twarz Wigfalla. Zaskoczony tym widokiem, żołnierz wciągnął go do wnętrza fortu i niezwłocznie zaprowadził do mjr. Andersona.

Wigfall poinformował go w dramatycznym tonie, że przybywa z rozkazu gen. Beauregarda w celu przerwania walki i rozlewu krwi. Paradoksalnie, do tej pory po obu stronach nie było żadnych ofiar. Pomimo tego, zmęczony dwudniowym napięciem i walką mjr Anderson, zapytał go o warunki kapitulacji. Nieco zmieszany Wigfall odparł, że mogą być dowolne, jakie tylko dowódca federalny sobie życzy, najwyżej później uściśli je w dalszych rokowaniach z gen. Beauregardem. Wobec tego, mjr Anderson zgodził się na warunki, przedstawione mu 11 kwietnia i rozkazał wywiesić białą flagę. Wigfall zaś niezwłocznie wsiadł do łodzi i udał się w kierunku miasta.

Wkrótce potem do fortu przybyła delegacja od gen. Beauregarda, wysłana w celu zaproponowania pomocy w gaszeniu pożarów. Od niej zaskoczony mjr Anderson dowiedział się, że Wigfall nie miał żadnych pełnomocnictw do prowadzenia negocjacji. W tej sytuacji chciał więc wznowić walkę, jednak oficerowie konfederaccy odwiedli go od tego zamiaru. W ten sposób około godziny 14.00, po ponad trzydziestu trzech godzinach bombardowania, Fort Sumter skapitulował. Nie był to wszakże bynajmniej koniec związanego z tym zamieszania.

Gen. Beauregard, nie wiedząc, co dzieje się w forcie, wysłał jeszcze jedną grupę parlamentariuszy. Stojący na jej czele mjr David R. Jones po raz trzeci zażądał kapitulacji garnizonu federalnego. Wykazujący sporo cierpliwości mjr Anderson spisał wraz z nim pisemnie jej warunki. Około godziny 17.00 przedstawione zostały one gen. Beauregardowi, który wyraził na nie zgodę(34).

Niedzielnego poranka, 14 kwietnia 1861 roku, nastąpiło przejęcie Fort Sumter przez siły konfederackie. Przy akompaniamencie salutu stu armatnich wystrzałów ponownie ściągnięta została flaga Stanów Zjednoczonych. W trakcie uroczystości doszło do tragedii. "Zdarzyło się, że kilka odłamków płonących nadal zabudowań[Rozmiar: 8404 bajtów] wpadło do lufy działa, po tym, jak została ona przeczyszczona gąbką. Gdy ładowniczy starał się umieścić ładunek w jej wnętrzu, nastąpiła eksplozja, zabijając na miejscu kanoniera Daniela Hougha i zapalając ładunki, znajdujące się obok, które również wybuchły poważnie raniąc pięciu ludzi"(35). Poległy żołnierz pochowany został na terenie fortu, będąc jedyną ofiarą całego oblężenia. Pomimo wystrzelenia w sumie czterech tysięcy pocisków przez konfederatów i ponad tysiąca przez obrońców, nikt inny nie odniósł obrażeń. Garnizon opuścił wkrótce Fort Sumter na małym konfederackim parowcu "Isabel", który dostarczył go na pokład statku "Baltic". Trzy dni później  żołnierze federalni dotarli do portu w Nowym Jorku(36).

Po formalnej kapitulacji Fort Sumter w Charlestonie nastąpił wybuch radości. Świętujący żołnierze konfederaccy i milicjanci stanowi, a także grupa oficjeli wkroczyli do jego wnętrza. Gen. Beauregard tymczasem nie tracił czasu na fetowanie sukcesu. Obawiając się ataku floty federalnej, rozkazał przystąpić do niezwłocznego wykonania niezbędnych napraw. Kiedy jednak w ciągu kilku następnych dni spodziewany atak nie nastąpił, również i on mógł odetchnąć. W tym czasie prasa południowa kreowała go na bohatera, Kongres Konfederacji uchwalił oficjalne votum dziękczynne, a władze stanowe Karoliny Południowej zobowiązały się ufundować miejsca dla dzieci generała w pobliskiej szkole wojskowej.

Przez następne cztery lata Fort Sumter stał się ważnym elementem systemu konfederackich umocnień, broniących Charlestonu od strony morza. Mało znany jest wszakże fakt, że oprócz tego symbol niezależności Południa pełnił również w tym okresie rolę tymczasowego aresztu dla osób podejrzewanych o zdradę lub szpiegostwo(37).

 

Przypisy:

 

(1) Były to kompanie: E (dowódca - por. Doubleday) i H (kpt. Seymour).

(2) Zastąpił on na tym stanowisku płk. Johna L. Gardnera, który przeszedł na emeryturę. Robert Anderson pochodził z rodziny posiadaczy niewolników z Kentucky i kilkakrotnie zdradzał objawy sympatii dla sprawy Południa. Ponadto decyzję o jego nominacji na dowódcę Fort Moultrie podjął pochodzący z Południa sekretarz wojny John B. Floyd. Choć z tych powodów wiele osób w Departamencie Wojny w Waszyngtonie wątpiło w jego lojalność, to poczucie obowiązku i 35-letnia służba pod flagą Unii sprawiły, że Anderson pozostał jej wierny.

(3) Nazwę swoją Fort Sumter zawdzięczał Thomasowi Sumterowi, pochodzącemu z Karoliny Południowej bohaterowi walk z Anglikami podczas wojny o niepodległość.

(4) Battles and Leaders of the Cicil War, Being for the Most Part Contributions by Union And Confederate Officers, red. C.C. Buell i R.U. Johnson, Nowy Jork 1887, s.10.

(5) Większość z nich odmówiła dalszej pracy i następnego dnia została odesłana na stały ląd. Pozostało tylko kilkunastu lojalnych wobec Unii, którzy pracowali wraz z załogą nad dalszym przygotowaniem umocnień. W styczniu na Północ wyjechały także żony i dzieci oficerów.

(6) Pozbawiony informacji Anderson wolał nie interweniować. Było to rozumowanie słuszne, motywowane chęcią uniknięcia jakiejś przypadkowej pomyłki. Taka zresztą miała miejsce 3 kwietnia 1861 roku, gdy płynący z Bostonu do Savannah szkuner "Rhode H. Shannon" omyłkowo usiłował wpłynąć do portu w Charlestonie i został ostrzelany przez baterie konfederackie.

(7) Liczebność sił konfederackich w Charlestonie i najbliższej okolicy nie przekraczała 5 tysięcy ludzi. Całe siły zbrojne stanu w tym okresie liczyły natomiast około 10 tysięcy żołnierzy.

(8) Nie przeszkodziło to mu jednakże w procesowaniu się z U.S. Army o zwrot poniesionych przez niego wydatków na podróż z West Point do rodzinnej Luizjany.

(9) Williams Harry T., P.G.T. Beauregard. Napoleon in Gray, Baton Rouge 1955, s.51-52. Przyczyniły się do tego nie tylko jego charyzma i sukcesy jako dowódcy. Francuskie korzenie, maniery, południowoeuropejski wygląd (ciemne włosy, oliwkowa cera i starannie przystrzyżona bródka, o którą dbał specjalnie do tego celu sprowadzony fryzjer) powodowały, że Beauregard stał się również ulubieńcem kobiet. Choć dodać trzeba, że krążące później wśród jego żołnierzy opowieści na ten temat (o tym, że za sztabem generała podąża zawsze jeden wóz pełen jego kochanek i drugi - pełen szkrzynek z butelkami szampana), były niewątpliwie mocno przesadzone.

(10) Battles and Leaders..., s.54.

(11) Granaty ówczesne były po prostu różnego rodzaju pociskami artyleryjskimi mniejszego kalibru. W wywierconych w nich otworach umieszczony był odpowiedniej długości lont, zapalany tuż przed rzutem.

(12) Battles and Leaders..., s. 56.

(13) Zaremba Paweł, Historia Stanów Zjednoczonych, Warszawa 1992, s. 159.

(14) McPherson James M., Battle Cry of Freedom. Civil War Era, Nowy Jork 1988, s. 251.

(15) Wojtczak Jarosław, Meksyk 1847, Warszawa 1998, s. 150 - 203. W marcu 1847 roku gen. Scott na czele trzynastotysięcznej armii wylądował koło Veracruz i w sześciomiesięcznej kampanii przebył prawie 300 km wrogiego terytorium. Pokonał przy tym dwukrotnie liczniejsze siły meksykańskie, zdobył stolicę przeciwnika i w końcu zmusił go do zawarcia pokoju.

(16) Current Richard N., Lincoln and the First Shot, Filadelfia 1963, s.118.

(17) Stampp Kenneth M., And the War Came. The North and the Secession Crisis, 1860-1861, Baton Rouge 1950, s.266.

(18) Nicolay John G., Hay John, Abraham Lincoln. A History, t.3, Nowy Jork 1890, s.394-395.

(19) Po jej zakończeniu G.V Fox został mianowany zastępcą sekretarza marynarki, które to stanowisko piastował do końca wojny.

(20) Battles and Leaders..., s. 78. USS "Powhatan" pod dowództwem por. mar. Davida D. Portera stacjonował w porcie w Nowym Jorku aż do rana 6 kwietnia. Nikt jednak nie poinformował Foxa o zmianie przydziału tej jednostki. Łatwo więc wyobrazić sobie zmieszanie dowódcy ekspedycji, gdy mając ruszać w kierunku Fort Sumter, zorientował się, że jeden z obiecanych mu okrętów "wyparował". Notabene, był to tylko jeden z przykładów chaosu, jaki znamionował działania administracji federalnej, zarówno w okresie tego kryzysu, jak i później, na początku wojny.

(21) Jako pretekst zdaniem Sewarda mogło posłużyć zwalczanie przez Hiszpanię ruchów niepodległościowych w swoich koloniach na Kubie i Santo Domingo, albo francuskie mieszanie się w wewnętrzne sprawy Meksyku. Wszystko to było bowiem sprzeczne z tzw. doktryną Monroego, ogłoszoną w 1821 roku. Według niej, Stany Zjednoczone powinny czynnie występować przeciw działalności kolonialnej państw europejskich na kontynencie amerykańskim.

(22) McPherson , Battle Cry of Freedom..., s. 270-271. Poza tym przez następne cztery lata Seward pozostawał jednym z najbardziej lojalnych współpracowników Lincolna, pomagając mu przywrócić jedność Unii, jak i zachować ją w szeregach własnej partii.

(23) Collected Works of Abraham Lincoln, t.4, pod red. Roya P. Baslera, New Brunswick 1954, s.254.

(24) McPherson, Battle Cry of Freedom..., s. 273.

(25) The Diary of Edmund Ruffin, t.1: Toward Independence, October 1856 - April 1861, pod red. Williama K. Scarborough, Baton Rogue 1972, s.542.

(26) Coulter Merton E., The Confederate States of America 1861-1865, Baton Rouge 1950, s.15.

(27) Catton Bruce, The Centennial History of the Civil War, t.1: The Coming Fury, Nowy Jork1961, s. 214-215.

(28) Honorowa kapitulacja nakazywała m.in. salut armatni przy opuszczaniu flagi, oddanie honorów załodze, a także powstrzymanie się wojsk przejmujących umocnienia przed wkroczeniem dopóty, dopóki ostatni żołnierz przeciwnika ich nie opuści.

(29) Battles and Leaders..., s. 74-75.

(30) tamże, s. 76.

(31) Kontrowersje na temat tego, kto oddał pierwszy strzał w wojnie secesyjnej mają ciekawą historię. Tradycja przypisywała ten czyn sędziwemu secesjoniście z Wirginii, Edmundowi Ruffinowi, obecnemu w Charlestonie wraz z kilkoma innymi mieszkańcami jego rodzinnego stanu. Wkrótce po tych wydarzeniach jego postać uwieczniona została na licznych okolicznościowych pocztówkach i spopularyzowana w prasie. W rzeczywistości jednak, jak wskazują na to relacje świadków, pierwszy strzał oddał osobiście dowódca baterii, kpt. James. Co ciekawe zresztą, jej stanowiska, nomen omen, znajdowały się na wyspie o nazwie ... James Island.

(32) Battles and Leaders...,s. 78. USS "Pawnee" uzbrojony był w osiem dział kalibru 9 cali, zaś USS "Harriet Lane" w jedno działo kalibru 8 cali i cztery armaty 32-funtowe. Dla porównania, USS "Powhatan" miał jedno działo kalibru 11 cali i dziesięć - kalibru 9 cali. Brak jest dokładnych danych uzbrojeniu USS "Pocahontas", nie było ono jednak silniejsze od dwóch jednostek, wymienionych jako pierwsze. Poza tym okręt ten dołączył do wyprawy dopiero popołudniu 13 kwietnia, czyli już po kapitulacji fortu.

(33) Sytuacja ta utrzymała się nawet w następnym roku. Dobrym jej przykładem może być wydarzenie z czasów walk nad rzeką James na Półwyspie Wirginijskim, wiosną 1862 roku. Gdy pewien oficer Unii, widząc na drugim jej brzegu jednego z dowódców konfederackich w otoczeniu sztabu i towarzyszących osób cywilnych, zapytał żołnierzy dlaczego nie strzelają, usłyszał odpowiedź: "Ależ sir, to przecież byłoby zwykłe morderstwo."Dopiero w następnych latach wojna przybrała brutalny, totalny charakter.

(34) Williams H.T., Beauregard. Napoleon in Gray..., s. 58-61; Battles and Leaders..., s. 68-84.

(35) Battles and Leaders..., s. 48.

(36) Zdecydowana większość żołnierzy z załogi Fort Sumter służyła potem w armii Unii. Wspomniani już por. Doubleday i kpt. Seymour dosłużyli się w trakcie wojny stopnia gen. mjr. ochotników, podobnie jak inni oficerowie - Crawford (lekarz załogi), Davis (ppor.) i Foster (kpt.). Mjr Anderson również otrzymał awans na gen. mjr. ochotników, a jesienią 1861 roku także stanowisko dowódcy polowego Departamentu Kentucky. Z powodu złego stanu zdrowia został niebawem zastąpiony przez gen. Williama T. Shermana i przeniesiony do pracy biurowej w Departamencie Wojny. Zrządzeniem losu, Robert Anderson wrócił do Fort Sumter 14 kwietnia 1865 roku, kiedy to na maszt w jego wnętrzu wciągnął tę samą popaloną i postrzępioną flagę, która została ściągnięta z niego 4 lata wcześniej.

(37) Mary Chesnut's Civil War, pod red. C. Vann Woodwarda, Nowy Jork 1995, s.66.

 

Bibliografia:

 

Źródła drukowane:

Battles and Leaders of the Cicil War, Being for the Most Part Contributions by Union And Confederate             Officers, red. C.C. Buell i R.U. Johnson, Nowy Jork 1887.

Collected Works of Abraham Lincoln, red. R.P. Basler, New Brunswick 1954.

The Diary of Edmund Ruffin, red. W.K. Scarborough, Baton Rouge 1972.

Doubleday Abner, Reminiscenses of Forts Sumter and Moultrie in 1860-61, Nowy Jork 1876.

Mary Chesnut's Civil War, red. C.V. Woodward, Nowy Jork 1995.

Official Records of the Union and Confederate Navies in the War of the Rebellion, Waszyngton 1894-1927.

The War of Rebellion. A Compilation of the Official Records of the Union and Confederate Armies,             Waszyngton 1882-1900.

Opracowania:

Catton Bruce, The Centennial History of the Civil War, t.1: The Coming Fury, Nowy Jork 1961.

Confederate Military History, red. Clement A. Evans, Wilmington 1987-1989.

Coulter Merton E., The Confederate States of America 1861-1865, Baton Rouge 1950.

Current Richard N., Lincoln and the First Shot, Filadelfia 1963.

Detzer David, Allegiance. Fort Sumter, Charleston and the Beginning of the Civil War, Nowy Jork 2001.

Foote Shelby, The Civil War. A Narrative, t.1. From Fort Sumter to Perryville, Nowy Jork 1986.

Halsey Ashley, Who Fired First Shot? And Other Untold Stories of the Civil War, Nowy Jork 1963.

Klein Maury, Days of Defiance. Sumter, Secession, and the Coming of the Civil War, Nowy Jork 1997.

Korusiewicz Leon, Wojna secesyjna 1860-1865, Warszawa 1985.

McPherson James M., Battle Cry of Freedom. Civil War Era, Nowy Jork 1988.

Nicolay John G., Hay John, Abraham Lincoln. A History, t.3, Nowy Jork 1890.

Oates Stephen B., Lincoln, Warszawa 1991.

Stampp Kenneth M., And the War Came. The North and the Secession Crisis, 1860-1861, Baton Rouge 1950.

Swanberg William A., First Blood. The Story of Fort Sumter, Nowy Jork 1957.

Wait Eugene, Opening of the Civil War, Commack 1999.

Williams Harry T., P.G.T. Beauregard. Napoleon in Gray, Baton Rouge 1955.

Wojtczak Jarosław, Meksyk 1847, Warszawa 1998.

Zaremba Paweł, Historia Stanów Zjednoczonych, Warszawa 1992.

Autor: Irek Friede
styczeń 2005 r.
[Rozmiar: 20879 bajtów]